Zostaw ślad...
...oni już to zrobili.
Linki, sznurki i garoty:
Moje ciemne sprawki...
MED - mój Klan w Daemonie. Zdecydowanie nie skończymy jako mięso armatnie ;)
Moja galeria na DeviantArcie - a co, ja też się muszę czasem wyżyć...
Gry
iDaemon - czyli Daemon międzynarodowy.
Daemon - ty też możesz zostać bohaterem... albo mięsem armatnim.
Fora
Poltergeist - chyba każdy wie...
MAGISystem - Internetowe Społeczeństwo Jednostek Prawie Normalnych ;)
ReiDojo - siedziba Da Finest Inq... i nie tylko.
Blogi
E-mailica
Surowa
Out of Words - muzyka!
Druga Warszawa//Martwa Stolica - mój drugi, bardziej WoDowy blog.
Blog Cezara - strefa wysokiego stężenia chaosu.
Blog Azirki - tu pisuje pewna mała ruda istotka...
A to było wcześniej:
2006
marzec
luty
2005
listopad
październik
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
2004
luty
2003
grudzień
2006-03-22 13:20:55
Monologuję, bo to nie pozwala mi cisnąć pięści i zębów.
Drwię, bo to odciąga czarne myśli.
Śmieję się... bo inaczej zacząłbym wyć z przerażenia.
skomentuj (4)
[S-terapia] Za i przeciw... i tak zawsze za.
Jest znerwicowana. Agresywna. Łapie doły i ma czarne myśli.
Jest pełna życia. Umie być wesoła. Potrafi podtrzymać na duchu.
Jest pełna kompleksów. Niestabilna. Niemoralna.
Ale nadal ma poczucie swojej wartości. Wielką wyobraźnię. Jeszcze większe serce.
I co z tego, skoro ma porąbane pomysły, dziwny światopogląd...
Co z tego? Ma fantastyczną osobowość. I jest bardzo kochającą osobą.
Może i kochającą, ale nie mnie.
To już mój problem, nie Jej.
Przegraniec. Życiowy przegraniec.
No to jestem. Trudno, nie potnę się z tego powodu.
Tylko dlatego, że obiecałem.
Tak, obiecałem. Jej.
skomentuj (2)
Rozmawiałem z Nią dzisiaj rano. Tylko parę zdań na zupełnie normalny i przyziemny temat. Chciałem zacząć od życzeń, ale ugryzłem się w język.
Na koniec tylko wybąkałem: "Sprawdź wieczorem maila". Zaczynam żałować, że wysłałem tamtą e-kartkę.
Nie wolno mi się było zakochać. Nie w Niej.
A teraz siedzę i trawię naszą rozmowę. Tęskniłem... i nadal tęsknię. Jej głos poprawił mi humor, ale tylko na czas rozmowy. Minutę później - dół.
Tęsknię jeszcze bardziej.
skomentuj (0)
[S-terapia] Terapia? Tak, poproszę...
To po prostu śmieszne. Nie, nie zabawne. Śmieszne, łamane przez "żałosne".
Czy zdarzało wam się kiedyś dostać SMSa i jeszcze przed odebraniem, czując że to od Tej Osoby, już się gotować w środku? Ja tak mam. Od jakiegoś czasu. Od wczoraj jeszcze wyraźniej.
Sygnał i w tym momencie czuję się, jakby ktoś nagle napompował mi balon obok serca... nie, w sercu. Rozpychając je od środka. A potem jeden przycisk... i jest. Od Niej. Już nieważne, co w środku, "Tęsknię" czy "Wkurzasz mnie", ważne że od Niej.
Żałosne, nie? Dorosły byk zakochany jak szczeniak, z pełnym asortymentem hormonów na zawołanie.
I tylko jedno pytanie: czemu mam szczęście (wątpliwe) zakochiwać się w osobach nieosiągalnych i co najmniej niestabilnych?
...dobra, ta druga kwestia jest prosta. Po prostu ciągnie swój do swego. Ale tej pierwszej chyba nigdy nie zrozumiem.
Dalej nienawidzę Walentynek. I nie pociesza mnie fakt, że Ona też. Że Ona, podobnie jak ja, spędzi ten dzień starając się nie myśleć o swojej sytuacji. O różowych serduszkach, zakochanych parach itp.
I mam tyko nadzieję, że prześpi ten dzień, zamiast gapić się przez okno, słuchać muzyki i łapać doła.
Ja nie będę miał większego wyboru - muszę wyjść na miasto i przecierpieć jakoś ten dzień...
...bez Niej.
skomentuj (0)
[S-terapia/WbD]Tydzień do kolejnej katastrofy
Tydzień przed walentynkami. Ludzie już szaleją, kupują czekoladki, wysyłają kartki. Świrowanie. Medialne nakręcanie. Cukier w ilościach po prostu niestrawnych.
Nienawidzę Walentynek, nie bez powodu. Fakt, że to bardziej komercjalny jarmark niż święto zakochanych, jest tylko jedną przyczyną. Druga? No tak, jest druga.
Wielu ludzi łapie doła, bo akurat w Walentynki nie ma komu wysłać kartki, dać czekoladek itp. Jeden raz wystarczy, żeby znienawidzili ten dzień.
Znam to aż za dobrze. Nie jeden, lecz wiele razy miałem ten sam problem... mimo, że kochałem. Przez trzy lata miałem kogoś, komu chciałem składać walentynkowe życzenia. Co z tego, kiedy ta osoba nie przyjmowała do wiadomości tego, co czuję... Nie, poprawka. Przyjmowała to do wiadomości, ale była zbyt zajęta szukaniem kogoś innego.
Kiedy się wreszcie wyrwałem z tamtego układu - miałem więcej szczęścia jak rozumu - wychodziłem z założenia, że następne Walentyki spędzę już z inną osobą, którą będę mógł kochać... a w najgorszym przypadku sam, śmiejąc się w duchu z tego, jakim byłem idiotą.
Niestety, serce nie sługa. Ze wszystkich dziewczyn, które mogły mi wpaść w oko, musiałem zakochać się właśnie w tej jednej, w której nie powinienem... Tak, nie powinienem. Jest wiele powodów.
Co gorsza, muszę grać "dobrego przyjaciela". Nie jest mną zainteresowana, to wiem. Prawdopodobnie próbowałaby ze mną o tym porozmawiać, zrobić coś, żebym wrócił do traktowania Jej jak zwykłą przyjaciółkę... ale niestety, jestem niereformowalny. Nie umiałbym tak po prostu się odkochać. Co najwyżej ucierpiałaby nasza przyjaźń, a tego... też nie chcę.
No i macie. Kolejna historia z życia nieudacznika. I wiecie już, czemu nienawidzę Walentynek.
Nie, nie wyślę Jej kartki. Nie wyślę Jej prezentu. Nie umiałbym zrobić tego z niewinnym uśmiechem i tekstem "Tak między przyjaciółmi".
Po prostu nie umiałbym. Tyle.
skomentuj (0)
[Schizoterapia] Są takie dni... Revised.
Ufff...
Mój gniew wybuchł, zgasł i ostygł. Na tym polega mój system kontroli agresji. Chociaż nazywam to "duszeniem gniewu", w rzeczywistości jest to zdrowa metoda. Moja wściekłość eksploduje w stosunkowo bezpiecznym miejscu i zapala coś, co potencjalnie nie spowoduje pożaru. Potem gaśnie i biorę się za łatanie tego, co uszkodziłem.
Tak samo było z poprzednią wersją tej notki. Wylałem żale, a po dwudziestu godzinach mogłem spokojnie ją skasować.
Nie lubię sączyć jadu.
skomentuj (1)
[Schizoterapia] Mózg płasko-koślawy
Kąt wykreślany... skokowa-piętowa... przyścięgnopaństwotrzydzieściwydrążozmieniokątuciekawejstupniprawopartacienna skokowa kość. Psia.
Ortopedio, błogosławieństwo nudziarzy! Od tygodnia tylko gadanie, gadanie, słuchanie, psanie. Jadę na kawie. Piszczele chcą mnie obudzić swoim wydrążonym piskiem, ale i tak nie wyrabiam. Nie mam końskiego zdrowia (stopy też nie), wiec nuda i niewyspanie mnie wykańczają.
Ortopedia, przedmiot płaski jak płaskostopie, pogiety jak skolioza, zwichnięty jak kość łódkowata.
Żadnych operacji, pod pretekstem nie-wyręczyczawania się studentami, nie wyzyskakiwania ich. A studenci chcą być wyzyskiwani. Wyzysk naszym błogosławieństwem! Albowiem tylko zstępując na blok operacyjny, miesjce lekarzy zajmując, czegoś się nauczymy. Gipsy regresujace werbalne, nie realne, powodują regresję do poziomu warzywa. Regresję mojego intelektu, to się znaczy.
Chrupanie chrząstek stawowych kręgosłupa szyjnego, sporadycznie też piersiowego. Kłąpanie żuchwy. Jedno moje, drugie doktora polejwody. Ciapciaki malutkie. Spać.
Połowy ludzi dziś nie ma, zrobili sobie wolne. Wszyscy mają wolne, tylko nie my. Jak psy. Jak muły. Krążymy w kieracie, na który przecież z utęsknieniem czekałem. Ile można? Iiii-aaaa!... Krok w przód, kolejny. Do tyłu iść nie można, ale szybciej naprzód też. Wpdam w trans, trance, Trance. Za dużo telewizji. Tiwi. Musze złapać pilota i wyłączyć. Siebie z moim deja vu. Steinera z jego zabiegiem. Jasnociemne jak się przetnie, rozwinięcie, żabciu. Się odbuduje. Spać.
Znowu marz(n)ę o zimie. Ołowiane morze przepycha swoje cieżkie, ciemne fale, któe przy brzegu stają sie jasnym, syczącym płomieniem. Lodowate białe iskry chlapią mi na twarz. Zapach morza, zapach życia.
Jej zapach. Znowu go czuję. Jak rano, gdy siedziała obok. Zakazany zapach, który próbuję zapomnieć. Myślałem, że już zapomniałem. Wyprzeć go z głowy. Zapach fal pocałunków i tęsknoty.
Tak się nie da. Życie jak bulimia. Skok dzikiej bestii i wielkie żarcie. Wielkie życie. Cynizm on, hamulce off, bezpieczniki skwierczą. Zapach palonego, wilgotnego ciała. Przepalenie, załamanie, zaciemnienie. Moralny rzyg. Post, cisza, omdlenie.
Odrętwienie.
Zima w moim sercu. Zimowa noc. Śnieżyca.
I morski brzeg.
Nie lubię nagłych przebudzeń. Wątek snu szarpie się i ucieka, a równocześnie leży na wątrobie jak wczorajsze trzy czwarte. Sufit. Żyrandol buja się. Wbija sie. Mi w oko zwisającymi szpikulcami. Posmak kawy w ustach. Szelest kartek, rzędy krzywych liter - tłumaczenia piosenek, zapis moich nastrojów. Minorowych. Zniechęcenia, tęsknoty, złości. Taranują mnie.
Wbić nóż w pościel, zlizać krew z ostrza.
Żeglować w noc, byle dalej, nie ja steruję.
Kopać w grobie mojego serca... Nie.
Nie.
Nigdy więcej dawnego żalu? Chcę. Ale niespecjalnie się to udaje.
Cholerne hamulce. Cholerne sumienie.
Pieprzona pamięć.
Współczuję tym, którzy wierzą że życie jest łatwe, a miłość przychodzi sama. Są przegranymi marzycielami, a ja już się z tego towarzystwa wypisałem.
Dlatego mój domek nadal istnieje tylko w marzeniach... tylko w tych, z któych na co dzień się śmieję.
Idioto. Pamiętasz, w jakim świecie żyjesz? Jedna trzecia twojego czasu już za tobą. Pozostałe dwie prezentują się jeszcze gorzej.
I stad ta nieodparta, ale niewykonalna dla mnie bulimia. Pożerać życie talerzami. Czerpać. Wyczerpać.
Czasem rozumiem tych, którzy wierzą że są wampirami.
Głód.
skomentuj (1)