Ufff...
Mój gniew wybuchł, zgasł i ostygł. Na tym polega mój system kontroli agresji. Chociaż nazywam to "duszeniem gniewu", w rzeczywistości jest to zdrowa metoda. Moja wściekłość eksploduje w stosunkowo bezpiecznym miejscu i zapala coś, co potencjalnie nie spowoduje pożaru. Potem gaśnie i biorę się za łatanie tego, co uszkodziłem.
Tak samo było z poprzednią wersją tej notki. Wylałem żale, a po dwudziestu godzinach mogłem spokojnie ją skasować.
Nie lubię sączyć jadu.
skomentuj (1)